Teksty (Reklama: ,)
W tym czasie Alex toczył boje z władzami obsługi doków, by w końcu wymóc na nich podporządkowanie sobie zdalnie sterowanych robotów. Oczywiście mogli wykorzystać do tego celu swoje automaty, ale o wiele prościej i szybciej było posłać na statek maszyny, które na co dzień wykonywały podobne czynności. Tia wybrała najbardziej odpowiednie: jednego na podwoziu gąsienicowym i kilka o różnych rozmiarach i różnej sile udźwigu. - Chyba nie powiemy im jeszcze, że głęboka próżnia zabija zarazki? - spytała, wysyłając jednocześnie roboty w kierunku opuszczonego doku. - Żartujesz? - odpowiedział Alex. - Biorąc pod uwagę ich nastawienie do nas, nigdy bym im nie powiedział. Niech im o tym powie Kenny, jeżeli chce. Uważam jednak, że gdy tylko się o tym dowiedzą, wyślą statek w przestrzeń kosmiczną i otworzą jego śluzy. Przypuszczam, że nie zdążylibyśmy nawet zwiedzić jego pokładu, zanim większość rzeczy Hanka zniknęłaby stamtąd. - Lepiej nie będę się zakładała - odpowiedziała w momencie, kiedy roboty docierały do rampy, przy której stał statek Hanka. Nie przesadził mówiąc, iż jego wahadłowiec jest wrakiem. Miał tyle łat i śladów po naprawach, że Tia nie mogła uwierzyć, iż ten statek w ogóle zdołał unieść się nad powierzchnię planety, a co dopiero krążyć po kosmosie. Na jego burtach brakowało połowy płyt ochronnych, a płyty spodnie były w trzech różnych kolorach. Kiedy roboty wjechały do głównej kabiny, stwierdziła, że cały statek jest zbiorem najróżniejszych rupieci powiązanych przysłowiowym sznurkiem. Wszędzie zwisały druty, a oryginalna kiedyś konsoleta została zastąpiona składanką części z przynajmniej dwunastu innych statków. Nie dziwiło już jej, że wahadłowiec miał tendencje do nie kontrolowanego wyskakiwania z hiperprzestrzeni

(Reklama: , ,)